Poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

» Bez polityki
» Inna historia
» Religia
» Biblia na co dzień
» Oni są inni
» Nasze zdrowie
» Wokół domu
» Domowe ZOO
» On, Ona, Ono, Oni
» Magazyn
» Trochę kultury
» Oblicza sportu
» Warto zobaczyć





    Polecamy:

» Żelazkowcy
» Magiczna krew
» F1 Historia zmagań
» Koniec Świata
» Bóg i Ty
» Dawcy organów
» Fakty i spekulacje
» Zapłać abonament
» Bezpieczny seks
» Wiara w pytaniach

 
On, Ona, Ono, Oni
On, Ona, Ono, Oni

«
Niespodzianka dla gwałciciela
Rodzinne koligacje
Rybak i Bogacz
Ze skrzydełkami, czy kubek?
Macierzyński w podstawówce
Homoseksualizm - czy to coś dla mnie?
 

Rodzinne koligacje

Toczy się dyskusja o in vitro, przyzwalaniu na adopcję przez homoseksualistów, ale też coraz silniej propagowana jest swoboda seksualna. Rodzi to pewien problem, na który niewielu zwraca uwagę – rodzinne koligacje i ich konsekwencje.

Najpoważniejszą konsekwencją jest niedorozwój potomstwa spłodzonego w zbyt bliskiej koligacji rodzinnej. Potomstwo zrodzone ze związku pomiędzy rodzeństwem, ojcem, a córką, matką, a synem w większości przypadków jest obarczone niedorozwojem – często bardzo poważnym.

Czy warto sobie tym problemem zaprzątać głowę?

Warto i należy. Tym bardziej należy, że do niedoskonałości genetycznej doszła jeszcze niedoskonałość nabyta - a w zasadzie powiększona - zniszczeniem środowiska i wynikającym z tego osłabieniem organizmu człowieka. Związki w bliskiej rodzinie w większości krajów są niedozwolone i prawnie karane. Ale czy o wszystkim wiemy? A przecież każdy z nas jest tym problemem zagrożony.

Oczywiście zdarza się patologia, i to wcale nie tak rzadko. W dobie osłabienia norm moralnych, powszechności seksu graniczącego z pornografią i nawoływania do legalizacji pedofilii, coraz częściej słyszymy o przypadkach molestowania w rodzinie, a nawet do rodzenia się dzieci z takich związków. Bardzo często dzieci te, są przedmiotem przestępstwa i ofiarami morderstw, które mają ukryć kazirodcze związki.

Ale nie na patologię chcemy zwrócić uwagę.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której mężczyzna i kobieta, poczęte in vitro wstępują w związek małżeński nie wiedząc, kto jest dawcą nasienia / jajeczek z których narodzili się.
W związek wstępują dzieci adoptowane, nieznające swojej przeszłości i niewiedzące, że są rozdzielonym rodzeństwem.
W związek wstępują dzieci z rodzin niezwiązanych ze sobą, ale spłodzone ze związków nieformalnych – przypadkowo mających tego samego ojca.
A o jeszcze jednym zagrożeniu nie wspomnieliśmy – żywność GMO. Tak naprawdę to nie wiemy do jakich zmian w organizmach człowieka może doprowadzić żywność genetycznie modyfikowana, zwłaszcza, że modyfikacje dotyczą użycia ludzkich genów, lub genów mających wpływ na organizm człowieka.

Takich sytuacji możemy mnożyć. Są one też częstym motywem w literaturze i filmie.

Czy jest to tylko rozważanie teoretyczne, czy też ma praktyczne odzwierciedlenie?

Media donoszą o ujawnionych sytuacjach takich, przypadkowych związków w bliskiej rodzinie – i nie są to rzadkie przypadki. A ile pozostaje takich związków nieujawnionych?


W przeszłości problem ten był jeszcze poważniejszy.

W starożytnym, rozpustnym Rzymie, powszechnością były związki pomiędzy bratem i siostrą, synem i matką. Miało to na celu zachowanie władzy / majątku w kręgach rodziny. Z podobnych powodów w późniejszych wiekach powszechne były związki z „kuzynostwem”, czasem w bliskim pokrewieństwie, choć nie kazirodczym. Powtarzanie takich związków przez kilka pokoleń, prowadziło do zubożenia genetycznego rodzin, niepłodności i przedwczesnych śmierci – a w konsekwencji do wymierania rodów.

Osobnym problemem była rozwiązłość paniczy, mnogość ciąż pozamałżeńskich, oraz tzw. prawo pierwszej nocy – obowiązek doprowadzenia panny młodej, na pierwszą noc poślubną do pańskiego dworu, gdzie pan feudalny miał prawo do odbycia stosunku z młodą mężatką. Nieznajomość mechanizmów płodności nie pozwalała uniknąć „pańskiej” ciąży. Oba te zwyczaje powodowały powszechność związków w bliskiej rodzinie, o czy nie mieli pojęcia zainteresowani. Stąd brały się liczne osobniki o zniekształconych ciałach, które żyły w cierpieniu, na marginesie życia społecznego, często „wystawiane” w objazdowych cyrkach jako ciekawostki – półludzie, półzwierzęta.


Dziś mając do dyspozycji badania genetyczne możemy zdiagnozować niekorzystny układ i zrezygnować z kazirodczego związku. Co jednak, gdy górę biorą uczucia?

Kika lat temu media donosiły o związku pary młodych ludzi – brata i siostry, którzy byli tak w sobie zakochani, że nie trafiały żadne argumenty – ani cierpienie zniekształconych dzieci, ani więzienie dla ich ojca. Para zapowiedziała, że za wszelką cenę będzie razem. To miłość, czy głupota?

Konieczne są rozwiązania systemowe, które zminimalizują niebezpieczeństwo – tak się stało w przypadku rodzeństw przebywających w placówkach opiekuńczych, a które są przeznaczone do adopcji. Rodzeństwa nie mogą być rozdzielane i muszą trafić do jednej rodziny. Ale co gdy dziecko (dzieci) z placówek opiekuńczych mają jeszcze rodzeństwo przy biologicznych rodzicach, o którym nie wiedzą?

Nie sposób związek zaczynać od analizy DNA i badania pokrewieństwa – póki co takie badania są kosztowne i trwają dość długo – nierzadko dłużej niż sam związek. A co z przypadkowymi kontaktami, z których też rodzą się dzieci?

Konieczna jest edukacja i upowszechnienie wiedzy o genetyce i możliwych zagrożeniach. Należy wprowadzić możliwość badań genetycznych, tak, jak to jest z analizą krwi i moczu przy badaniach okresowych. Na szczęście badanie genetyczne wystarczy przeprowadzić raz w życiu – tutaj nie następują zmiany tak, jak przy zwykłej analizie krwi. Być może warto swojego partnera zapytać nie tylko o stan zdrowia, ale także co wie swojej przeszłości i zastanowić się nad ewentualnym zagrożeniem. Lepiej rozważyć zagrożenia, niż przez całe życie borykać się z niepełnosprawnym dzieckiem, lub innymi konsekwencjami – a te mogą być nieprzewidzianie poważne.



Na koniec wyobraźmy sobie sytuację, w której mężczyzna poślubia kobietę, mającą już córkę – dla ułatwienia dorosłą. Co się może wydarzyć?

Ożeniłem się z wdową, mającą córkę. Jakiś czas potem mój ojciec ożenił się z moją przybraną córką. I tak, moja przybrana córka stała się moją macochą a mój ojciec moim zięciem.
Moja żona, została teściową własnego teścia, a ja jestem jej przybranym wnukiem, bo mój ojciec jest jej zięciem.
Oczywiście moja przybrana córka i jej matka są teraz szwagierkami.
Później, córka mojej żony, moja macocha, a zarazem przybrana córka, urodziła syna.
Chłopiec jest moim bratem przyrodnim, jako że jest synem mojego ojca. Jest też synem córki mojej żony i tym samym jej wnukiem. Ja więc, jestem dziadkiem mojego przyrodniego brata!
Kiedy żona urodziła mi syna, jego przyrodnia siostra, a moja macocha, została również babką. Mój ojciec jest szwagrem mojego dziecka, którego przyrodnia siostra jest jego żoną.
Jestem szwagrem własnej macochy, moja żona jest ciotką własnego dziecka, mój syn jest siostrzeńcem mojego ojca, a ja stałem się własnym dziadkiem!!!


Jeśli ktoś lubi łamigłówki, to niech sobie wymyśli, co stałoby się, gdyby ów mężczyzna miał dorosłego syna, który ożeniłby się z matką jego żony…

(pi)
Czwartek
11 listopad 2010


 
 



Wszystkie artykuły w dziale:
On, Ona, Ono, Oni
On, Ona, Ono, Oni

 
 
Copyright © 2008-2017 RGB plus