Wtorek, 27 czerwca 2017 r.

» Bez polityki
» Inna historia
» Religia
» Biblia na co dzień
» Oni są inni
» Nasze zdrowie
» Wokół domu
» Domowe ZOO
» On, Ona, Ono, Oni
» Magazyn
» Trochę kultury
» Oblicza sportu
» Warto zobaczyć





    Polecamy:

» Żelazkowcy
» Magiczna krew
» F1 Historia zmagań
» Koniec Świata
» Bóg i Ty
» Dawcy organów
» Fakty i spekulacje
» Zapłać abonament
» Bezpieczny seks
» Wiara w pytaniach

 
Magazyn
Magazyn

«
Czy można obniżyć cenę paliw?
O uprzejmości słów kilka
Noc nad morzem
Mamy rok 5772
Kostka cukru
A ja wolę Czterech pancernych
 

Psy szczekają, a film ma oglądalność
A ja wolę Czterech pancernych

Nikt nie ma wątpliwości, że książka, a później także film miały być propagandowym opisem sojuszniczych walk II Armii Wojska Polskiego i Armii Czerwonej.

Mam już tyle lat, że pamiętam premierę serialu i pamiętam jeszcze tamte wypieki na twarzy, wywołane przygodami Janka i jego załogi. A było to zaledwie dwadzieścia kilka lat po zakończeniu wojny. W moim mieście - Łodzi - widać było jeszcze ślady wojennych zniszczeń. Mieszkałem wtedy na Bałutach w przymurówce do starej kamienicy, niedaleko Bałuckiego Rynku (nie mylić z Dolnym Rynkiem - łodzianie wiedzą o co chodzi), na terenie istniejącego w czasie wojny getta żydowskiego. Po przekątnej skrzyżowania stał i stoi nadal elegancki wieloklatkowy blok, o którym później dowiedziałem się, że został postawiony na przedwojennym cmentarzu - setki razy deptałem tą ziemię. Niedaleko był obóz dla dzieci w którym hitlerowcy o okrutny sposób traktowali swych małoletnich „wrogów”. Również niedaleko był obóz, który hitlerowcy w przeddzień wyzwolenia podpalili, mordując w ten nieludzki sposób półtora tysiąca ludzi. Chodziłem do szkoły imienia Hanki Sawickiej, mieszkałem przy Bolesława Limanowskiego, a koledze ze szkolnej ławki, religia nie pozwalała w soboty przychodzić do szkoły. Czy można się dziwić, że dla mojego - skażonego powojennymi nadziejami pokolenia „Czterej pancerni” to kultowy film?


Fenomen jednak leży w czym innym. Ten film jest nadal kultowy. Podobnie jak kilka innych dziś kultowych, a wtedy propagandowych filmów. Pamiętacie „007 zgłoś się”? Nie można zapomnieć, bo jest wciąż przypominany i stanowi żelazną pozycję wakacyjnych powtórek. Podobnie „Stawka większa niż życie”. A takie hity tamtych lat jak „Dyrektorzy”, „Najważniejszy dzień w życiu”, „Daleko od szosy”? Często oglądaliśmy je śmiejąc się z naiwności propagandowej - kpiliśmy z redaktora Maja (Życie na gorąco) podróżującego po świecie łatwiej niż amerykański biznesmen i to w czasach, gdy wyjazd do NRD (wschodnia część Niemiec pod okupacją Radziecką) był całą wyprawą z koniecznością odstania w kolejkach po vouchery (rodzaj upoważnienia do przekroczenia granicy i pobytu na terenie obcego kraju, połączony z wykupionym zakwaterowaniem i przydzieloną określoną - limitowaną! - kwotą waluty). Ale oglądaliśmy, z wypiekami, bo był to kawałek życia naszego, lub naszych rodziców. Coś co rozumieliśmy i mogliśmy identyfikować się z bohaterami. Ich przygody były przygodami naszych marzeń, ich problemy były także naszymi problemami. Pomijam tu inne filmy i seriale mające status kultowych, takie jak „Dom”, „Polskie drogi”, twórczość Barei - bo tam pokazano kawałek prawdziwie Polskiej rzeczywistości, bez fałszywej propagandy panującego ustroju.


Być może fenomenu kultowości tamtych filmów należy upatrywać w tym, że są Polskie i są po prostu dobrze zrobione. Przy zalewie hollywoodzkiej „twórczości” która w 95 % jest propagandą amerykańskich wartości, a w 80 % jest kiepską propagandą, kiepskiego życia prowadzonego na kredyt. Jaką wartość ma dla Polaka „Moda na sukces”? Czego można nauczyć się od Chucka Norrisa - bo na pewno nie kopnięcia z półobrotu. Czego uczą takie rewelacyjne seriale jak „Zagubieni”, czy „Skazany na śmierć”? A oglądając „Chirurgów” zalewa nas krew, że my nie mamy takiej opieki. Sytuację ratuje nieco kilka filmów rozliczających amerykańską przeszłość - milczeniem pominę tytuły, bo one i tak są propagandą amerykańskiego stylu życia i słuszności decyzji „podejmowanych w obliczu wyższej konieczności”. Historia „Rambo” dobitnie obnaża amerykańską obłudę w tym zakresie, a „MASH” i jeszcze kilka komedii są tu chlubnym wyjątkiem.

Rzecz charakterystyczna dla wielu filmów z tamtego okresu realizacji - grali w nich aktorzy młodzi i mało popularni, a nawet wręcz nieznani. Filmy uczyniły z nich gwiazdy, ale oni sami, swoje gwiazdorstwo potwierdzili później dokonaniami zawodowymi. Janusz Gajos, Franciszek Pieczka, Witold Pyrkosz - to dziś czołówka polskich aktorów - a mimo o pozostają skromnymi i nie dostarczają pożywki brukowcom. Obecnie mamy gwiazdy jednego filmu, co najwyżej jednego serialu - nawet jeśli grają w kilku serialach, to są to dokładne kopie i gra na "jedno kopyto". Ale wymagania i szum jaki wokół siebie robią - godne zdobywców Oskarów. Niewątpliwa sympatia dla twórców i szacunek dla ich późniejszych dokonań na pewno też buduje aurę zainteresowania tymi "nieprawomyślnymi" filmami.

No i wrócili do domu. (Foto: RGBplus)

Wracając do „Czterech pancernych”, nic dziwnego, że książka, a później film mają charakter propagandowy. W końcu autorem jest nie kto inny, jak oficer polityczny. Ale ów politruk (młodzieży przypomnę Janusz Przymanowski - resztę niech sobie wygooglają) był tym, który chyba jako pierwszy w powojennej Polsce walczył w sejmie o przywrócenie orłu korony. Wbrew temu co posolidarnościowa propaganda twierdziła, ten komunistyczny serial nie odszedł do lamusa historii. Podobnie jak kilka innych wszedł do kanonu i stał się kultowym, nadal chętnie oglądanym. Mimo iż to jawna propaganda, to jednak przemycono w nim wiele wątków i myśli nie do wypowiedzenia głośno w tamtych czasach. Ale o tym to już kiedy indziej. Bodaj TVP Historia emitował ten serial wraz z komentarzem obnażającym błędy i przekłamania - szkoda, że nie zrobiła tego Jedynka i to w porze dobrej oglądalności.


W dawnym Dniu Zwycięstwa - 9 maja mija rocznica premiery serialu. W bieżącym roku jest to już 45.
Można przypuszczać, że serial jeszcze długo będzie gościł na ekranach i wywoływał polemiki.

(pi)
Piątek
22 kwietnia 2011


 
 



Wszystkie artykuły w dziale:
Magazyn
Magazyn

 
 
Copyright © 2008-2017 RGB plus