Niedziela, 25 czerwca 2017 r.

» Bez polityki
» Inna historia
» Religia
» Biblia na co dzień
» Oni są inni
» Nasze zdrowie
» Wokół domu
» Domowe ZOO
» On, Ona, Ono, Oni
» Magazyn
» Trochę kultury
» Oblicza sportu
» Warto zobaczyć





    Polecamy:

» Żelazkowcy
» Magiczna krew
» F1 Historia zmagań
» Koniec Świata
» Bóg i Ty
» Dawcy organów
» Fakty i spekulacje
» Zapłać abonament
» Bezpieczny seks
» Wiara w pytaniach

 
Religia
Religia

«
Religia w szkole - jaka i po co?
Mszalne przemyślenia
Apostazja
Ochrona danych osobowych w Kościele
Wiara w pytaniach i odpowiedziach
Bóg i TY
 

Rozważania na Dzień Papieski
O obrazie uczuć religijnych

Popularny serial „Plebania” podniósł ostatnio niezwykle ważny problem obrazy uczuć religijnych. Gwiazda Dawida na szubienicy na nikim nie zrobiła wrażenia. Ale krzyż na szubienicy... To już dopiero obraza Boska.

Bardzo często nie zdajemy sobie sprawy, że wypowiedziane słowo, gest, czy rysunek może być przez kogoś odebrany jako obraźliwy. Do pewnych zjawisk przyzwyczailiśmy się i traktujemy je jako element folkloru.

Nikogo nie dziwi napis na murze „Widzew - Żydzi”, w powszechnym użyciu jest pojęcie „Jehowici”, coraz częściej używa się elementów katolickich w reklamie. Przedmioty kultu religijnego i pojęcia religijne są używane przez tzw. artystów do wyartykułowania swego przekazu „artystycznego”. Naukowcy wysuwają tezy podważające przekaz Biblijny.
Co jest obrazą uczuć religijnych, a co nie? Co jest dopuszczalnym żartem, a co przestępstwem? Co jest rozwojem nauki, a co bluźnierstwem? Czy są jakieś granice? Kto powinien reagować, w jaki sposób i z jakim skutkiem?

Trudno sklasyfikować co jest obrazą, a co nie. „Widzew - Żydzi” - to informacja, czy obraza? „Jehowici” - przekręcenie wynikające z niezrozumienia istoty Bożego imienia Jehowa, czy owczy pęd za przeciwnikami tej religii? Jak daleko można się posunąć w sztuce - czy genitalia na krzyżu to protest, czy szykana? Nowe pomysły zapędzające teorię ewolucji w ślepą uliczkę to chciwość naukowców, czy strach przed odpowiedzialnością przed Bogiem?

Dlaczego przechodzimy obojętnie obok napisów na murze, nie potrafimy rozmawiać o innej religii, a podarcie Pisma Świętego podczas koncertu oburzyło tylko jednego człowieka i do tego księdza?

Polska to taki dziwny kraj. Zaszłości historyczne sprawiają taki, a nie inny sposób myślenia wyrażający się takim, a nie innym działaniem. Czy można to zmienić?

Nie, nie można. Udowodniono to po śmierci Jana Pawła II. Dla wielu Polaków, a w praktyce zapewne dla 97%, był on niekwestionowanym autorytetem. Oczywiście nauka ex cathedra nie była zrozumiana przez społeczeństwo - ale to wynik niedouczenia religijnego społeczeństwa. Na szczęście liczni przybliżacze nauki JPII, przetłumaczyli z polskiego na parafiański niektóre wypowiedzi, dzięki czemu liczne grono zrozumiało takie słowa jak „Niech zstąpi duch Twój...” i parę innych. Ale co pozostało tak naprawdę? „Barka”, kremówki, śmiech gdy wspominał młodość, wspomnienie smutku po jego śmierci. Ale nie przetrwała Jego nauka. Kibice krakowskich klubów walczących ze sobą również poza boiskiem - Wisły i Cracovii, po śmierci Jana Pawła II na jednym stadionie wspólnie się modlili i przysięgali wieczystą zgodę, a po kilku tygodniach powrócili do tradycyjnych, stadionowych mordobić.

Katolickie wychowanie nie uczy tolerancji, ani poszanowania dla innego sposobu myślenia. Nie uczy dialogu i partnerstwa. Mówię oczywiście o poziomie parafianina, czyli jakieś 80% społeczeństwa. Wystarczy przejrzeć Fora Internetowe, gdzie jest poruszona tematyka religijna. Jest tam pełno wpisów obrażających dyskutantów. „Nieważne co myślisz czy czujesz, ja wiem że merytorycznie nie jesteś w stanie się wypowiedzieć - ustosunkować do tematu i tyle. Zresztą jest to "cecha" każdego takiego odszczepieńca od Chrześcijaństwa.” - to jeden z łagodniejszych wpisów.

Rozmawiałem kiedyś z Polakiem mieszkającym w USA, dzięki tym rozmowom zrozumiałem różnicę. Jest on członkiem Kościoła - jednego z licznych kościołów protestanckich - o poglądach, które dla mnie były szokujące, nie tylko nie do przyjęcia, ale zupełnie niezrozumiałe i nie znajdywałem dla nich jakiejkolwiek poszlaki potwierdzenia w Piśmie Świętym. Otóż jego Kościół uważa, że Ewa współżyła z wężem, z tego związku narodził się Kain i całe zło na tym Świecie. Ponadto w jego Kościele przywództwo jest sprawowane jednoosobowo, z wyraźnym kultem jednostki.

Kilkutygodniowa rozmowa pozwoliła mi zrozumieć, że istnieją ludzie o skrajnie innych poglądach, ale również wartościowi, o wysokich standardach moralnych.

W USA żyją w zgodzie przedstawiciele różnych, często skrajnie odmiennych religii, sposobów myślenia, wartości. ONI MUSZĄ żyć w zgodzie, bo jako młode społeczeństwo, wielokulturowe. MUSIELI się tego nauczyć by przeżyć w dzikim kraju.

Zaściankowa Polska zdominowana przez jedną opcję religijną i polityczną nie nauczyła społeczeństwa tolerancji i dialogu. Nie potrafimy też zaakceptować wyborów jakich dokonują nasi najbliżsi. „W jakiej religii się urodziłem w takiej umrę”, „wolałabym, żeby moja córka została prostytutką niż Świadkiem Jehowy” - to są prawdziwe wypowiedzi jakie słyszą Świadkowie Jehowy podczas swej służby kaznodziejskiej? A jednocześnie ci sami ludzie chwalą Świadków za niezwykłą solidarność i wysokie normy moralne...

Czy rzeczywiście prostytutka w rodzinie jest lepsza niż Świadek Jehowy? Czy to jest tylko głupota wypowiadających się, czy czy przejaw dyskryminacji religijnej?


Jan Paweł II w swych oficjalnych wystąpieniach zawsze z szacunkiem odnosił się do inności. Zawsze podejmował dialog i szukał wspólnej płaszczyzny porozumienia. Potrafił dostosować się do warunków lokalnych, miejsc które odwiedzał - dla Murzyna był Murzynem, dla Indianina - Indianinem. Naśladować Go nie sposób.
Ale chociaż może trochę?

(pi)
Niedziela
11 października 2009


 
 



Wszystkie artykuły w dziale:
Religia
Religia

 
 
Copyright © 2008-2017 RGB plus