Poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

» Bez polityki
» Inna historia
» Religia
» Biblia na co dzień
» Oni są inni
» Nasze zdrowie
» Wokół domu
» Domowe ZOO
» On, Ona, Ono, Oni
» Magazyn
» Trochę kultury
» Oblicza sportu
» Warto zobaczyć





    Polecamy:

» Żelazkowcy
» Magiczna krew
» F1 Historia zmagań
» Koniec Świata
» Bóg i Ty
» Dawcy organów
» Fakty i spekulacje
» Zapłać abonament
» Bezpieczny seks
» Wiara w pytaniach

 
Religia
Religia

«
Religia w szkole - jaka i po co?
Mszalne przemyślenia
Apostazja
Ochrona danych osobowych w Kościele
Wiara w pytaniach i odpowiedziach
Bóg i TY
 

Dyskryminacja religijna jest faktem
Religia w szkole - jaka i po co?

Polska staje się państwem wyznaniowym, a religia stała się przedmiotem równorzędnym językowi ojczystemu, czy matematyce. Choć wydawałoby się, że trudno wyznawać Boga na ocenę, a wręcz niemożliwe jest ocenić czyjąś wiarę.

Wybrańcy narodu ze względów politycznych - bo na pewno nie w trosce o duchowość młodzieży - narzuciłi jedną religię wszystkim uczniom, a przecież wbrew temu co kościół twierdzi, nie wszyscy Polacy to katolicy. Etyka mająca zastępować religię nie została wprowadzona. Powód przynajmniej według oficjalnej wersji jest prosty - brak nauczycieli etyki. Ponoć powinny to być osoby z wyższym wykształceniem filozoficznym i przygotowaniem pedagogicznym. Rodzi się pytanie czy tylko filozof wie, co to jest etyczność?

Czy inne zawody są nieetyczne? Czy trzeba umieć udowodnić, „że krzesło jest człowiekiem” - bo w takim stylu ćwiczy się logikę na studiach filozoficznych - żeby umieć nauczać czym jest dobro, a czym zło? Czy można rozważać dobro i zło pomijając Dekalog i Boga? Należy raczej przypuszczać, że brak etyki w szkołach, to chęć zmuszania uczniów do uczestniczenia w lekcjach jedynej słusznej religii - jawny i agresywny prozelityzm.

Nachalność religii w szkole sprawia, że wielu uczniów jest zniechęconych do tego przedmiotu. Religia miała być pierwszą, lub ostatnia lekcją, po to, by uczniowie nie zainteresowani tym „przedmiotem” nie musieli się szwendać po szkole. Problemów przysparzają także katecheci - nie zawsze dobrze przygotowani do pracy wychowawczej z młodzieżą. Często prowadzą nachalną propagandę katolicyzmu, odpytują z ostatniego kazania, wymuszając obecność w kościele, zmuszają do wykonywania różnych prac w kościele i udziału w imprezach organizowanych przez parafię.

Na lekcjach religii pierze się młode mózgi, brakuje zaś nauki podstaw religii - historii biblijnej, geografii Ziemi Świętej - wszystkiego tego, co pozwala na czytanie Pisma Świętego ze zrozumieniem i dokonywania świadomego wyboru drogi życiowej. Świadomego wyboru, a nie narzuconego poglądami przodków. Odbyłem setki rozmów na tematy religijne i setki razy słyszałem „w takiej religii się urodziłem i w takiej umrę”. Mówili to ludzie, którzy często byli niezadowoleni ze swoich pasterzy i nie znali nawet podstaw swej wiary.

Kościół katolicki nie jest zainteresowany ujawnianiem całej prawdy o sobie i swojej działalności. Nie ujawnia też prawdy o Bogu - jego istocie, zamierzeniu i wymaganiach stawianych człowiekowi. Kościół katolicki nie posługuje się Pismem Świętym - ma swoje Święte Księgi - Mszał, Brewiarz i wiele innych. Mimo iż na każdej mszy jest czytany fragment Pisma Świętego, to jego interpretacja jest oderwana od innych fragmentów, a nierzadko jest z nimi sprzeczna. Najdobitniejszym przykładem sprzeczności poglądów kościoła może być odpowiedź na pytanie o powstanie życia - ewolucja czy stwarzanie? Kościół poszedł na kompromis - Bóg stworzył małpę, a z niej wyewoluował człowiek. Czy taki pogląd jest logiczny? Jakie daje świadectwo o Bogu? Niektóre fragmenty Pisma Świętego są przez kościół pomijane np. drugie przykazanie Dekalogu.

O porażce religii w szkole świadczą owoce jakie wydaje. Narkomania, alkoholizm, swoboda obyczajowa, a wręcz prostytucja młodzieży, wulgarność, chamstwo, prześladowania kolegów, agresja wobec nauczycieli, samobójstwa. Religia i katecheci nie są autorytetami dla dzieci i młodzieży. Kościół nie jest miejscem, gdzie młody człowiek mógłby znaleźć odpowiedź na nurtujące go pytania, gdzie miałby wsparcie emocjonalne.

Konserwatywna postawa kościoła na pewno nie przysparza mu popularności. Poglądy na seksualność człowieka, wymogi przestrzegania rytuałów, rozbieżność religii i nauki, inne nauczanie i inne życie - wymagania stawiane wiernym i totalna swoboda dla kapłanów. Kapiące bogactwo i ręka wyciągnięta, odbierająca najbiedniejszym. Bezustanne wtrącanie się do polityki i uzurpowanie sobie prawa do bycia jedynym, ostatecznym i nieomylnym autorytetem.

Ale kościół nie jest autorytetem, ani dla dzieci, ani dla dorosłych. Nawet dla grupy tzw. „Moherowych Beretów” - to nie Kościół jest autorytetem, ale jeden człowiek, do którego Kościół nawet nie bardzo chce się przyznać. I nie może tu być usprawiedliwieniem istnienie aktywnych grup młodzieży, ruchy pielgrzymkowe, czy głośne akcje. Uczestniczą w nich te same grupy aktywistów, akceptujących płytkość nauczania, przykrytą wzniosłymi słowami, wsparciem grupy i piosenkami w rytmie mantry. Jaka jest wiara młodzieży pokazali kibice Wisły i Cracovii, gdy po śmierci Jana Pawła II wspólnie się modlili, po to, by wkrótce później toczyć regularne bijatyki. Jaka jest postawa dorosłych widać, gdy dziennikarz telewizji komercyjnej próbuje porozmawiać ze zgromadzonymi przy jakimś kościele - zamiast przekonywać i głosić swą wiarę w ruch puszczają parasolki i laski.

Ale katolicyzm, to znakomita religia. Można zrobić dużo złego, Nawet bardzo dużo i wystarczy się wyspowiadać, by znów być czystym, a nawet zostać świętym. Mimo to kościoły świecą pustkami i są problemy ze sfinansowaniem budowy nowych świątyń, czy remontem istniejących. Niezaspokojone żądze kleru wyrywają z państwowej kiesy pieniądze, które mogłyby być wykorzystane dla poprawy losu najbiedniejszych. Jednocześnie w kościołach zgromadzone jest ogromne bogactwo. Grunty, budynki, wyposażenie, dzieła sztuki. A do tego wystawne życie. Kiedyś widziałem relację z Konferencji Episkopatu - tylko dwóch biskupów było szczupłych, w tym jeden po ciężkiej chorobie.

Chociaż Kościół stawia wysokie wymagania moralne, dając jednocześnie liczne możliwości obejścia tych wymagań, to traci wiernych. Czy dlatego, że wymagania są za duże? Znam religię gdzie wymagania są jeszcze większe - tam się nie pali, nie używa wulgarnych słów, nie nadużywa alkoholu, nie kłamie, nie kradnie, stosunki przedmałżeńskie i pozamałżeńskie są niedozwolone, o narkotykach nawet nie wspomnę. Poza tym stawia się tam jeszcze kilka wymagań o jakich katolikom się nie śniło, a jednak ta religia notuje stały przyrost wiernych i nie ma problemów z budową miejsc wielbienia swojego Boga. Czy tylko dlatego, że literaturę udostępniają bezpłatnie, a dobrowolne datki są naprawdę dobrowolne?

Znałem kiedyś pewną panią, komunistkę, była tak czerwona, że z partii wyleciała za poglądy. Ale to ona pierwsza powiedziała mi, że Chrystus naprawdę żył. Choć odrzucała Boga duchowego, to nie była niewierząca - miała swojego boga, swoją ideę, której była wierna. Nie ma ludzi niewierzących, mają tylko różnych bogów. Czy to się komuś podoba, czy nie, człowiek nie może żyć bez Boga i jeśli odrzuca Boga Prawdziwego, to musi sobie znaleźć coś w zastępstwie.

Nie można też zrozumieć historii powszechnej, historii i kultury własnego narodu nie znając religii. Czy Polak zrozumie swoją historię, jeśli nie będzie znał np. religii Żydów? A rok 1968? A Tuwim, Rubinstein?
A działalność kościołów protestanckich? Nie zrozumiesz historii Europy (a Stanów Zjednoczonych w ogóle) jeśli nie znasz losów kościołów protestanckich.
A czy można zrozumieć bieżące wydarzenia i konflikt Stany Zjednoczone kontra kraje Arabskie nie znając Koranu?

Warto poznać Pismo Święte z grecka zwane Biblią, nie tylko dlatego, że jest to jedyny wiarygodny przekaz od Boga, ale także dlatego, że jest to źródło ponadczasowej wiedzy nie tylko religijnej - np. dwa i pół tysiąca lat przed Kopernikiem można było przeczytać, że Ziemia jest okrągła, a swoje odchody należy zakopywać.

W szkole musi być nauczana religia, lecz nie jako źródło wiary objawionej, ale jako czynnik wpływający na losy narodów, więc nawet nie religioznawstwo, a socjologia religii. Tylko, że wtedy kościół katolicki musiałby ujawnić swoje niechlubne tajemnice - wyprawy krzyżowe, inkwizycję, zabójstwa papieży, udział w intrygach politycznych, afery gospodarcze. I oczywiście nauczanie religii nie musiałoby oznaczać konieczności przynależenia do jakiejś religii, oraz uczestniczenia w praktykach religijnych.

Nowy symbol szkolnictwa w Polsce? (Foto:RGBplus)

Wtedy nauczanie religii, a nawet zdawanie jej na maturze będzie w pełni uzasadnione. Inaczej orłu trzeba będzie zamienić koronę na krzyż.

(pi)
 
 



Wszystkie artykuły w dziale:
Religia
Religia

 
 
Copyright © 2008-2017 RGB plus