Czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

» Bez polityki
» Inna historia
» Religia
» Biblia na co dzień
» Oni są inni
» Nasze zdrowie
» Wokół domu
» Domowe ZOO
» On, Ona, Ono, Oni
» Magazyn
» Trochę kultury
» Oblicza sportu
» Warto zobaczyć





    Polecamy:

» Żelazkowcy
» Magiczna krew
» F1 Historia zmagań
» Koniec Świata
» Bóg i Ty
» Dawcy organów
» Fakty i spekulacje
» Zapłać abonament
» Bezpieczny seks
» Wiara w pytaniach

 
Bez polityki
Bez polityki

«
Nowe oszustwa SMSowe
Sumienie
Santo Subito
Konkordat
Zło. Dlaczego?
Efekt cieplarniany
 

Szkoła dla przedszkolaka

Szkoła to siedlisko patologii, wylęgarnia durnych pomysłów, gdzie owczy pęd za liderem - rzadko intelektualnym - prowadzi do prześladowań słabszych fizycznie, mniej wyszczekanych i grzeczniejszych. Szkoła z rzadka tylko prowadzi działalność pedagogiczną.

Sześciolatki do szkół - to kolejny temat zastępczy. Strony konfliktu podają wiele argumentów za i przeciw przesunięciu początków edukacji. Dla wielu jest to kolejna paranoja. Osobiście mam zbyt złe doświadczenia ze szkołą (dawniejszą ośmioletnią podstawówką), a wiem, że dziś niewiele się zmieniło, a jeśli już, to raczej na gorsze. Postęp naukowo - techniczny wymusza zmiany w programie nauczania. Toteż ciągle mamy do czynienia z reformami edukacji. Niestety nie wprowadzają one trwałych zmian, które pozwoliłyby na stabilność i jednolitość programu nauczania.

Osobny temat to kadry. A te są już nie tylko takie sobie, ale wręcz kiepskie. Wbrew temu co się mówi, nauczyciel to - podobnie jak lekarz i ksiądz (choć nie ślubował ubóstwa jak ten ostatni) - to nie zawód, a powołanie - misja do spełnienia. Nie jest możliwe, by w takim kraju jak Polska, zresztą w żadnym innym też, zgromadzić kilkanaście - kilkadziesiąt tysięcy (od przedszkola do studiów) pedagogów z powołania, którzy byliby gwarantami należytego wychowania dzieci i młodzieży. Najpierw należałoby wychować i wykształcić społeczników, ale dobrze opłacanych, a dopiero potem reformować nauczanie.

Edukację próbuje się dzielić na pewne etapy. I jest to słuszne. Różne jest bowiem podejście i potrzeby w zależności od wieku nauczanego dziecka / młodzieży. Jednak wprowadzenie gimnazjów, choć merytorycznie uzasadnione, spowodowało nasilenie narkomanii, pobić, molestowań, a nawet samobójstw.

Reformowanie nauczania należy rozpocząć od odchudzania programu i pójścia w kierunku indywidualizacji zgodnej z predyspozycjami dziecka, ale tak, by nie zamykać mu drogi do późniejszych zmian drogi życiowej. Mniej teorii, a więcej praktyki. A więc nie likwidacja matematyki dla tych którzy jej nie chcą, ale uproszczony program dla humanistów, z jednoczesną możliwością późniejszego uzupełnienia wiedzy matematycznej, gdy zajdzie taka potrzeba - nawet w życiu dorosłym.

Konieczne wydaje się wydzielenie nauczania początkowego - klas 0-3, jako osobnego programu mającego kompleksowo wyrównywać poziom i to zarówno intelektualny, jak i mentalny, ale także fizyczny i przeniesienie tego etapu wręcz do przedszkoli. Zadaniem tego etapu nauczania miałoby być, przede wszystkim rozpoznanie predyspozycji dziecka i uzupełnienie jego braków do określonego standardu ogólnokrajowego. Można to uczynić w stosunkowo łatwy i niedrogi sposób - zeszyt, kilka książek i uproszczony laptop - a właściwie notebook z dostępem do Internetu.

Niestety nie ma możliwości doprowadzenia wszystkich do jednakowo wysokiego poziomu. Nie ma też sensu zaniżanie poziomu do najsłabszego. Dzieci - podobnie jak dorośli - mają różne talenty, umiejętności i zainteresowania. Nie da się więc ujednolicić nauczania zarówno co do poziomu, jak i zakresu (programu nauczania). Ale nie można też powodować, że dziecko nie mające talentu np. matematycznego będzie skazane na porażkę, bo matematyka na maturze jest obowiązkowa.

Nie do przyjęcia jest także system egzaminów testowych w których obok pytań podane są odpowiedzi z których należy wybrać prawidłową. Podawanie odpowiedzi na oślep i tak daje duże prawdopodobieństwo uzyskania wymaganego minimum. Nauczanie początkowe mogłoby być połączone z nauką o ruchu drogowym zakończone egzaminem na kartę rowerową, podobnie jak podstawówka egzaminem na kartę motorowerową.

Po nauczaniu początkowym - szkoła podstawowa 5 - 7 letnia mająca profil ogólnokształcący, z zachowaniem priorytetów predyspozycji ucznia. Potem dwuletnie gimnazjum uczące życia i prawa - umiejętności samodzielnego poruszania się w realnym Świecie. Uczono by przepisów prawa, procedur prawnych, młodzież robiłaby prawo jazdy, uczyła by się prawa europejskiego i międzynarodowego, ekonomii i umiejętności samorozwoju, odpowiedzialnego rodzicielstwa, udzielania pomocy medycznej i naprawy samochodu, komputera, czy żelazka - oczywiście napraw w podstawowym zakresie. Dla absolwenta takiego gimnazjum nie mogłoby być problemem wypełnienie PIT-u, założenie i prowadzenie działalności gospodarczej, wyjazd za granicę i poruszanie się w tamtejszych realiach, korzystanie z pomocy Państwa. Oczywiście jednym z elementów nauczania gimnazjalnego musiałby być jeden lub dwa języki europejskie. Po tym etapie edukacji otrzymalibyśmy 15-17-to latka w pełni przygotowanego do podjęcia odpowiedzialnej decyzji, co powinien zrobić ze swoim życiem.

Kolejny etap to szkoła zawodowa 1-3 letnia. Za moich czasów glazurnika, czy malarza pokojowego kształcono trzy lata, ale wtedy otwór w płytce wykuwało się specjalnym młoteczkiem, a klej robiło samodzielnie. Malarz musiał umieć rozpoznać podłoże i samodzielnie zrobić - z wody, pigmentu i kleju - farbę w kolorze jaki zadowoli klienta, mając do dyspozycji tylko kilkanaście kolorów pigmentu. Dziś na naukę glazurnictwa wystarczą dwa tygodnie, a malowania jeszcze mniej - reszta to praktyka, wyrobienie ręki. Wieloletnie kształcenie zawodowe nie ma więc sensu. Ale równocześnie musiałyby być szkoły przygotowujące do studiów. I to szkoły zarówno o profilu technicznym, jak i ogólnym, choć lepiej byłoby, gdyby to były kierunki techniczne - taki absolwent miałby wyuczony zawód, a poza tym rosłaby „kultura techniczna” społeczeństwa. Studia byłyby trzy etapowe - licencjat, magisterium, a dla wybranych kierunków np. medycyna, prawo - specjalizacja.

Czy taki model edukacji jest realny? Przy dzisiejszych decydentach i tych jakich będziemy mieć w najbliższych latach na pewno nie. Wymaga to zmian w sposobie myślenia i narzucenia rozwiązań niekoniecznie popularnych, a przynoszących efekty dopiero po wielu latach. Partykularne myślenie rządzących na to nie pozwoli.

Obowiązek szkolny dla sześciolatków wszedł w życie w 2012 roku.
Jednak nadal jest silny opór przed edukacją w szkole tak małych dzieci. Zwolennicy przytaczają przykłady innych państw, gdzie obowiązek szkolny jest realizowany bez przeszkód, a nawet z powodzeniem. Przeciwnicy wskazują, na nie przygotowanie Polskich szkół i systemu do przyjęcia sześciolatków. Praktyka pokazała, że z prawa do wcześniejszego rozpoczęcie nauki przez dziecko, skorzystało niewielu rodziców, a szkoły okazały się być zupełnie nieprzygotowane.

Co ciekawe, niewielu rodziców protestuje przeciwko edukacji sześciolatków. Protestują przed edukacją w systemie szkolnym - uznają system przedszkola za lepszy.

I tak na zakończenie. Ciekaw jestem dalszych losów swoich kolegów szkolnych. Ilu z nich zrobiło coś pożytecznego dla mnie, dla Kraju? Jeden - nawet z mojej klasy - był posłem, ale czy wykorzystał swą szansę, czy zrobił coś dobrego?

(pi)
Wtorek
05 listopad 2013







Serwis RGBplus.pl nie stosuje cookie



 
 



Wszystkie artykuły w dziale:
Bez polityki
Bez polityki

 
 
Copyright © 2008-2017 RGB plus