Poniedziałek, 23 października 2017 r.

» Bez polityki
» Inna historia
» Religia
» Biblia na co dzień
» Oni są inni
» Nasze zdrowie
» Wokół domu
» Domowe ZOO
» On, Ona, Ono, Oni
» Magazyn
» Trochę kultury
» Oblicza sportu
» Warto zobaczyć





    Polecamy:

» Żelazkowcy
» Magiczna krew
» F1 Historia zmagań
» Koniec Świata
» Bóg i Ty
» Dawcy organów
» Fakty i spekulacje
» Zapłać abonament
» Bezpieczny seks
» Wiara w pytaniach

 
Trochę kultury
Trochę kultury

«
Syndrom CSI
Świąteczno - filmowe reminiscencje
Refleksje nad Nergalem
Urbańska - geniusz, czy szarlatan?
Czy Cichopek jest aktorką?
Historia kaprala Kozłowskiego
 

Czy Cichopek jest aktorką?

Ciekawym pomysłem ustawodawczym jest inicjatywa PSLu, by prawo do tytułu "aktor" miała osoba która ukończy stosowne studia, lub zda stosowny egzamin. Inicjatywa ta spotkała się z szerokim odzewem i wywołała niezłą burzę zwłaszcza w brukowcach.

Jako przykład przywoływano tu trójkę aktorów niezawodowych, grających w jednym z podobno popularnych seriali. Chodzi o braci Mroczek i tytułową Kasię Cichopek. Mroczkowie zbierają gromy za swe sztywniactwo, a Kasia za nie schodzący z twarzy uśmiech. Kasia zapewne za coś jeszcze - wszędzie jej pełno - dorabia sobie jako prezenterka w kilku popularnych programach. Zarówno Cichopek, jak i Mroczkowie osiągnęli sukcesy poza serialem. Marcin nawet międzynarodowy. Czy to, że są aktorami niezawodowymi sprawia, że są aktorami złymi? Czy brukowce mają rację tak chętnie ich opluwając?

Ten problem przypomina mi coś, z czym się spotkałem osobiście, choć było to w tamtym ustroju. Uczyłem się zawodu fotografa w zakładzie rzemieślniczym i to tylko praktyki zawodowej, bo wiedzę ogólną na wymaganym poziomie miałem z racji wcześniejszego ukończenia szkoły w innym zawodzie. Zarówno Szef, jak i ja byliśmy pasjonatami fotografii i robiliśmy rzeczy, o jakich innym zakładom się nie śniło. Oczywiście geniuszem nie jestem i nie nauczyłem się wszystkiego - np. w retuszu mam braki do dziś.

Funkcjonowało wtedy kilka pojąć odnoszących się do osób posługujących się aparatem fotograficznym:
- Fotograf - to byłem ja - Pan w atelier fotografujący i wykonujący odbitki zawodowe (śluby, komunie) i amatorskie (usługi dla ludności)
- Fotoreporter - etatowy pracownik redakcji, wykonujący zdjęcia w terenie
- Laborant - pracownik dużego zakładu (najczęściej spółdzielczego, lub wytwórni filmowej) zajmujący się obróbką materiału światłoczułego.
- Technik Fotograf -  podspecjalność Fotografa - pracownik w zakładach niefotograficznych np. w poligrafii, milicji, lub medycynie (wywoływanie rentgenogramów).
Wykonywanie pracy w tych specjalnościach wymagało uprawnień zawodowych:
- czeladnika, lub mistrza po nauce zawodu w rzemiośle
- technika - po ukończeniu technikum fotograficznego.
Uprawnienia zawodowe można jeszcze było uzyskać w wyższych szkołach plastycznych, gdzie zdarzały się kierunki kształcące fotografów, oraz w szkołach filmowych.

Ale byli także:
-Fotoamatorzy - źródło zarobku dla Fotografów
-Fotografowie Amatorzy - zaawansowani niezawodowcy, nierzadko mający lepszy sprzęt i większe umiejętności od zawodowców, wykonujący odbitki w domowym laboratorium, lub w licznych wtedy pracowniach

Był też tytuł - Fotografik - przysługiwał on tylko członkom Związku Polskich Artystów Fotografików. I tu - ciekawe - nie trzeba było mieć uprawnień zawodowych. Można było być Fotografem Amatorem, ale jeśli wykazało się kunsztem - poprzez udział w wystawach i zdobywanie nagród, można było zostać członkiem ZPAF-u i tym samym zostać Artystą Fotografikiem.

W tamtych czasach zawodowi fotografowie, a zwłaszcza rzemieślnicy pokpiwali z „dzieł” fotografików - wystarczyło do przypadkowo zrobionego, nieostrego zdjęcia dołożyć „legendę”, by takie zdjęcie było wychwalane pod laickie wtedy niebiosa. Fotograf - rzemieślnik - musiał robić zdjęcia, które podobały się klientowi. Fotografik - artysta - robił zdjęcia, które podobały się jemu.

Podobnie jest dzisiaj z niektórymi zawodami. Kiedyś glazurnika uczono trzy lata, dziś wystarczą dwa tygodnie na technologię - rodzaje podłoża, kleju itd. - a reszta (wystarczą dwa miesiące) tu już tylko praktyka - wyrobienie ręki. Są przykłady wybitnych aktorów niezawodowych. Świetnym przykładem jest tu Jan Himilsbach - alkoholik-kamieniarz (zresztą wykonywał wiele zawodów). Genialny aktor charakterystyczny, pisarz, autor kilku scenariuszy.

Nie da się porównać przywołanych w wstępie niezawodowych aktorów do Himilsbacha, ale z drugiej strony zdobyli już jakieś umiejętności i popularność. Nie są to wysokie loty, ale i seriale nie są przeznaczone dla wielbicieli Hamleta. Z kolei zarabiają takie pieniądze, że stać ich na dodatkowe studia aktorskie, a na pewno można od nich wymagać egzaminu z fachowości. Ale przecież nie o egzamin, czy chodzenie do szkoły chodzi. Istotą jest podniesienie sztuki aktorskiej na wyższy poziom.

Problem jest jednak daleko poważniejszy. Czy można wymagać od pięcio-, czy dziesięciolatka zaliczenia egzaminu aktorskiego? Bo przecież chyba nie studiów? A czy będzie wiarygodne obsadzenie w roli nastolatki, kobiety starszej o 5 - 9 lat? W filmie, w teatrze także, muszą występować aktorzy niezawodowi. I bardzo często ich naturalność jest lepszą grą aktorską niż wyegzaminowanych zawodowców.

Można by podać szereg przykładów aktorów zawodowych, którzy nawet w reklamie nie są wiarygodni. Miałem okazję poznać jednego aktora w czasach, gdy jeszcze nie grał i dziś gdy go widzę na ekranie widzę go dokładnie takiego jakiego poznałem prywatnie - szkoła go nie zepsuła. Ale zwykle to nie wina szkoły, że aktor jest kiepski, podobnie jak mamy kiepskich lekarzy i glazurników, to nie winimy nauczycieli zawodu. Po prostu niektórzy nie mają talentu. I dlatego tak jak warto byłoby dopuszczać do zawodu osoby o odpowiednich kwalifikacjach, tak może warto byłoby też odbierać prawo do wykonywania zawodu tym, którzy nie rozwijają się, a ich umiejętności są poniżej pewnego poziomu?
Trzeba by także znaleźć jakąś nazwę dla takiej grupy - może "aktorzyny"?

Można by rozszerzyć tą zasadę na szereg innych zawodów np. na dziennikarzy. Prawo do tytułu dziennikarz można sobie kupić za 40 złotych - tyle wynosi opłata za rejestrację sądową tytułu. Ale czy to znaczy, że każdy posługujący się legitymacją prasową, lub publikujący teksty zasługuje na to miano? Piszący w jednym z brukowych portali sami przyznają, że dziennikarzami nie są. I całe szczęście, bo poziom ich tekstów odbiega od wymagań języka literackiego, o solidności i uczciwości nie wspominając.

Nie bez powodu przywołałem dawniejszą hierarchię uzyskiwania uprawnień zawodowych. Może warto i dziś wprowadzić podobną zasadę, po to by w zmieniających się warunkach można było wykonywać inne zawody niż wyuczony i by odbywało się to na odpowiednim poziomie?
(pi)

 
 



Wszystkie artykuły w dziale:
Trochę kultury
Trochę kultury

 
 
Copyright © 2008-2017 RGB plus