Niedziela, 25 czerwca 2017 r.

» Bez polityki
» Inna historia
» Religia
» Biblia na co dzień
» Oni są inni
» Nasze zdrowie
» Wokół domu
» Domowe ZOO
» On, Ona, Ono, Oni
» Magazyn
» Trochę kultury
» Oblicza sportu
» Warto zobaczyć





    Polecamy:

» Żelazkowcy
» Magiczna krew
» F1 Historia zmagań
» Koniec Świata
» Bóg i Ty
» Dawcy organów
» Fakty i spekulacje
» Zapłać abonament
» Bezpieczny seks
» Wiara w pytaniach

 
Wokół domu
Wokół domu

«
Ogrodowy geniusz
Śnieg i Konstytucja
Jak długo przechowywać dokumenty?
Uwaga azbest!
Ile ... ma żarówka?
Błąd w imieniu prawa - audyt energetyczny
 

Zemsta Stalina

W ponad pół wieku po śmierci dyktatora mamy problem z darem jaki Polska otrzymała od radzieckich naukowców. Bezwzględny dyktator wpływał na naukowców, by szybko wdrażali pomysły nie do końca sprawdzone. Jednym z nich było zastosowanie jako paszy rośliny która…

Mowa oczywiście o barszczu Sosnowskiego. Pod nazwą „barszcz” występuje wiele roślin. Są one do siebie bardzo podobne – różnią się wielkością, miejscem występowania, szczegółami kroju liści, właściwościami.
Barszcz jest rośliną powszechnie występującą, dość ciekawie wyglądającą. Rośnie szybko, jest odporna, niezwykle plenna. Daje dużą masę użytkowej paszy.

Jeden z gatunków barszczu – barszcz Sosnowskiego, wykazywał największe walory użytkowe, jako pasza dla bydła. Dlatego znalazł się w kręgu zainteresowań radzieckich naukowców, którzy uznali, że jest doskonały jako roślina zielona do bezpośredniego skarmiania, ale jeszcze lepszy, jako wartościowa kiszonka, którą można podawać zwierzętom w okresie braku pasz świeżych.

Barszcz Sosnowskiego w całej okazałości. Mimo, że ma około półtora metra wysokości,
to jest jeszcze młoda - nie wykształciła kwiatostanów.
Foto RGBplus

W okresie II wojny Światowej, oraz po niej, gdy gospodarka była zniszczona, każda inicjatywa zmierzająca do nakarmienia narodu była cenna i na najwyższych szczeblach władzy spotykała się nie tylko z poparciem, ale wręcz z przymusem uzyskania dobrych efektów.

Dyktatorski nadzór Stalina (za brak oczekiwanych efektów można było stracić życie) sprawił, że naukowcy otrzymawszy pierwsze pozytywne wyniki wdrożyli do barszcz Sosnowskiego do uprawy wielkotowarowej. A trzeba pamiętać, że w tamtym czasie rolnictwo Związku Radzieckiego było zgrupowane w dwóch formach – kołchozy i sowchozy – gospodarstwa spółdzielcze i państwowe. Ich powierzchnia sięgała nierzadko wielu tysięcy hektarów, a hodowano jednorazowo kilkanaście i więcej tysięcy zwierząt.


W latach ’50 ubiegłego wieku radzieccy naukowcy podzielili się swoim dorobkiem z rolnikami zaprzyjaźnionych państw – tym samym barszcz Sosnowskiego trafił m.in. do Polski.

Gdy się już dobrze zadomowił, okazało się, że niestety pośpieszono się z uprawą na skalę przemysłową. Barszcz Sosnowskiego zaczął wykazywać cechy, które zmusiły rolników do wycofania z upraw, a naukowców do szukania sposobu zwalczania go.


Okazało się, że wcale nie jest tak chętnie zjadany przez zwierzęta, pozyskiwane mięso i mleko ma nietypowy anyżkowy posmak, rozsiewa się w sposób niekontrolowany – a jest bardzo plenny – wydaje taką ilość nasion, że jest zdolny rozsiać się na powierzchni 100-200 razy większej, co powoduje wypieranie rodzimych gatunków roślin. No i najważniejsze – okazało się, że sok, a nawet jego opary silnie drażnią skórę ludzką, powodując bolesne i trudno gojące się rany.


Występowanie
Barszcz Sosnowskiego lubi wilgoć, dlatego najszybciej rozrasta się wzdłuż rzek i strumieni, oraz na terenach podmokłych. Toleruje półcień, a nawet zacienienie, dlatego można go spotkać nawet w lesie. W Polsce szczególnie często jest spotykany na Podkarpaciu, Lubelszczyźnie, oraz na terenach, gdzie dawniej były duże gospodarstwa rolne (PGRy), na których był uprawiany. W praktyce można spotkać go na terenie całego kraju – nasiona są łatwo przenoszone przez wiatr i ptaki, a ponieważ są dość odporne, to mogą kiełkować nawet po kilku latach.
Z uwagi na atrakcyjny wygląd był uprawiany w ogródkach jako roślina ozdobna i jeszcze gdzieniegdzie można go tam spotkać.
Rośnie zwykle w dużych skupiskach wypierając inne rośliny.

Wygląd
Barszcze mają charakterystyczny pokrój (kształt rośliny), kształt liści, oraz kwiatostan w kształcie parasola – nazywany baldaszkiem. Ktoś, kto raz zobaczy barszcz na pewno zapamięta i rozpozna tą roślinę. Barszcz Sosnowskiego od innych barszczy różni się kilkoma szczegółami:
  1. wielkość rośliny – dorasta nawet do 4 metrów wysokości
  2. dużo większymi liśćmi
  3. kształtem liści
  4. pionowymi żłobieniami łodygi rośliny
  5. fioletowym zabarwieniem łodygi
Zwłaszcza dwie ostanie cechy są najszybciej rozpoznawalne i występują w całym okresie rozwoju rośliny.

Zagrożenia
Latem przy wysokich temperaturach sok, a nawet opary wydzielające się z rośliny, prowadzą do oparzeń skóry. Sok ma duże właściwości penetracji, dlatego łatwo przenika przez tkaniny wykonane z surowców naturalnych – tkaniny z włókien sztucznych lepiej chronią. Notowano już sytuacje w których do poparzeń doszło bez kontaktu bezpośredniego – wystarczyło przejść obok rośliny. Dla zwierząt jest mniej drażniący, niektóre zwierzęta zjadają chętnie, inne omijają. U niektórych zwierząt może wywoływać biegunki, podrażnienia i krwawienia z układu pokarmowego. Zwierzęta karmione barszczem Sosnowskiego dają mleko o nietypowym anyżkowym posmaku, mięso ma podobny posmak – dla niektórych nie do zaakceptowania.

Objawy podrażnienia
Poparzenie następuje po kilku – kilkunastu godzinach od kontaktu – czasem nawet po dwóch dniach. Dlatego pierwszy kontakt z rośliną może być mylący, bo nie daje żadnych objawów. Można być przekonanym, że ma się do czynienia z bezpieczną odmianą barszczu, gdy tymczasem…
Przed kilku laty głośna była historia pewnego pana, który za potrzebą wszedł w zarośla i zamiast papieru użył liścia. Oj, bardzo później cierpiał.
Pierwsze objawy to zaczerwienienie i swędzenie, później krosty zamieniające się w ropiejące, bolesne i trudno gojące się rany.

Leczenie
Jeśli podejrzewamy poparzenie barszczem Sosnowskiego należy natychmiast skontaktować się z lekarzem i nie dać się zbyć twierdzeniem, że „do wesela się zagoi”. Niewinnie wyglądające podrażnienie szybko zamienia się w ropiejącą, bolesną ranę. Leczenie jest długotrwale – nawet kilkuletnie – im szybciej uzyskamy fachową pomoc, tym mniej będziemy cierpieć.
Po kontakcie z sokiem barszczu Sosnowskiego należy przemyć miejsce kontaktu, ale w taki sposób, by spłukiwany sok nie spływał dalej po ciele powiększając obrażenia. Można nałożyć preparat „Panthenol”, lub inne łagodzące ból np. zawierające xylokainę (dostępne na receptę, a stosowane do znieczulania miejscowego przy zabiegach). O udzielaniu pomocy szerzej napiszemy osobno.

Charakterystyczna fioletowa, żłobkowana łodyga.
Foto RGBplus

Zwalczanie
Barszcz Sosnowskiego jest objęty ustawowym obowiązkiem zwalczania – obowiązek spoczywa na właścicielu terenu na którym rośnie, oraz zakazem uprawy. Zwalczać można go chemiczne – stosując środki na bazie glifosatu (Roundap i podobne), lub mechanicznie – przez wykopywanie roślin, lub ścinanie całych roślin, lub choćby kwiatostanów, by nasiona się nie rozsiały. Kwiatostan jeśli zostanie ścięty we wczesnej fazie rozwoju, to zostanie zastąpiony nowym i ścinanie trzeba będzie powtórzyć. Wykopywanie roślin może nie być łatwe, bo mają korzeń palowy, sięgający nawet 2 metrów w głąb ziemi. Na szczęście główny system korzeniowy jest dużo płytszy. Można stosować wycinanie przy ziemi, ale roślina może się odrodzić z korzenia. Wykopane / wycięte rośliny należy spalić, a ziemię dobrze jest głęboko zaorać. Należy się liczyć z ponownym wyrośnięciem roślin z nasion, które w poprzednich okresach wegetacyjnych dostały się do ziemi.
Zwalczanie barszczu jest trudne i długotrwale.
Do zabiegu należy ubrać grubą odzież z włókien sztucznych – najlepiej typu zimowego, lub przeciwdeszczowego, takież buty (najlepsze są gumiaki) i oczywiście rękawice – mogą być lateksowe rękawice gospodarcze. Konieczna osłona twarzy, a przynajmniej oczu. Po zabiegu rękawice najlepiej spalić, odzież wyprać, lub dobrze spłukać wodą. Zabieg wykonywać w chłodny dzień.


Barszcz zwyczajny, który jest podobny do barszczu Sosnowskiego.
Foto RGBplus

Barszcz Sosnowskiego największe zagrożenie sprawia w okresie letnim – sok jest niebezpieczny w wysokich temperaturach, a my sami rozluźnieni wypoczynkiem, zachwyceni kontaktem z naturą tracimy czujność.
Ale najbardziej zagrożone są dzieci – one są jeszcze mnie czujne i uważne, nie zawsze też od razu przyznają się do przekroczenia zakazu rodziców. Również ich skóra jest bardziej wrażliwa na kontakt z tak niebezpieczną rośliną.

A barszcz Sosnowskiego nie jest jedynym letnim zagrożeniem.

Istnieje wiele roślin, których części są trujące, lub drażniące. Niektóre mają bardzo atrakcyjny wygląd, lub są powszechnie spotykane. Nie pozwólmy, by dzieci bawiły się roślinami nieznanymi, a zwłaszcza, by nie brały do ust i jadły.

Kwiatostan w kształcie baldaszku.
Foto RGBplus

Również rośliny znane jako bezpieczne, mogą być groźne. Jagody, maliny, jeżyny i inne rosnące dziko, ale także te z plantacji, mogą być skażone środkami ochrony roślin, albo odchodami zwierząt, w których mogą być przetrwalniki pasożytów, lub groźnych chorób.

Zagrożeniem są też kleszcze, szerszenie, komary, meszki, owady biegające, a także żmija zygzakowata – której nie należy mylić z nie stwarzającym zagrożenia zaskrońcem, czy padalcem, oraz niektóre żaby i ropuchy, które w obronie wydzielają toksyczną wydzielinę, która może wywoływać podrażnienia.

Kozom barszcz smakuje.
Foto RGBplus

Warto odpowiednio się ubierać – w lesie konieczne spodnie i buty z cholewką. Warto zaopatrzyć się w siatkę przeciw owadom chroniącą twarz i głowę – środki chemiczne odstraszające owady nie zawsze są skuteczne. Warto mieć na głowie czapkę, lub lepiej kapelusz chroniący kark – daszek nie powinien być zbyt duży, bo ogranicza widoczność i łatwo nadziać się na gałąź. Koniecznie należy nosić okulary – polecam okulary zakupione w sklepach zaopatrzenia BHP. Są trzy rodzaje przeciwsłoneczne, przeciwodpryskowe i żółte – te ostatnie poprawiają widoczność po zmroku. Okulary BHP mają już atrakcyjny wygląd, ale przede wszystkim mają podwyższoną odporność mechaniczną i lepiej chronią oczy – lepiej otaczają okolice oczu, chroniąc nie tylko przed bocznym światłem, ale także przed owadami, czy gałązkami. Poza tym jakościowo są znacznie lepsze niż chińszczyzna spotykana na straganach.
Okulary także chronią przed „atakiem chemicznym” zwierząt – niektóre strzelają substancjami agresywnymi i niebezpiecznymi – zwłaszcza jeśli dostaną się do oczu.


Tak naprawdę to sytuacje wypadków nie zdarzają się często, ale im lepiej przygotujemy się do zagrożenia, tym spokojniej będziemy wypoczywać.

(pi)
Niedziela
29 lipca 2012


 
 



Wszystkie artykuły w dziale:
Wokół domu
Wokół domu

 
 
Copyright © 2008-2017 RGB plus