Niedziela, 25 czerwca 2017 r.

» Bez polityki
» Inna historia
» Religia
» Biblia na co dzień
» Oni są inni
» Nasze zdrowie
» Wokół domu
» Domowe ZOO
» On, Ona, Ono, Oni
» Magazyn
» Trochę kultury
» Oblicza sportu
» Warto zobaczyć





    Polecamy:

» Żelazkowcy
» Magiczna krew
» F1 Historia zmagań
» Koniec Świata
» Bóg i Ty
» Dawcy organów
» Fakty i spekulacje
» Zapłać abonament
» Bezpieczny seks
» Wiara w pytaniach

 
On, Ona, Ono, Oni
On, Ona, Ono, Oni

«
Niespodzianka dla gwałciciela
Rodzinne koligacje
Rybak i Bogacz
Ze skrzydełkami, czy kubek?
Macierzyński w podstawówce
Homoseksualizm - czy to coś dla mnie?
 

Dlaczego biedni mają dużo dzieci?

Co rusz media donoszą, o dzieciach, które w domu, będąc pod opieką rodziców doznają uszczerbku na zdrowiu, lub nawet ponoszą śmierć. Najczęściej są to poparzenia i złamania. A jakże często słyszymy tłumaczenie, zwłaszcza matek, że mają dużo dzieci i nie są w stanie nadzorować wszystkich.

Ale media donoszą nie tylko o wypadkach. Ostatnio dużo było doniesień o znęcaniu się nad dziećmi, pobiciach, nawet ze skutkiem śmiertelnym.

Nierzadkie są również porzucenia dzieci, zwłaszcza noworodków - dobrze jeśli w miejscu do tego przeznaczonym - w szpitalu lub tzw. Oknie Życia, ale niestety częściej na śmietniku.

Cały dramat polega na tym, że najczęściej takie zdarzenia dotyczą rodzin ubogich, bardzo ubogich i wręcz patologicznych. Jak to się dzieje, że najbiedniejsi mają tak wielodzietne rodziny? W takich rodzinach zwykle jest od 4 do 8 i więcej dzieci. Czy to z miłości do dzieci? A może w trosce o przyszłość, by miał kto zarobić na ich emerytury? Co gorsza bardzo często są to rodziny obarczone chorobami genetycznymi i mimo, iż wiedzą o zagrożeniu, to i tak płodzą kaleki, z opieką nad którymi nie mogą sobie poradzić. Jest płacz, dramat i wyciąganie ręki po wsparcie. Biedne wielodzietne rodziny wychowują biedaków z problemami. Patologia rodzi patologię.

Błędne koło. Kto je przerwie? Politycy mają swoje problemy (czytaj walczą o stołki - rozum walczą o koryto) i nie mają czasu patrzeć na maluczkich z problemami bytowymi - politycy są ponad to. W Świecie problemami biedaków zajmują się zwykle wyspecjalizowane instytucje rządowe lub Pierwsze Damy. Obecna Pierwsza Dama - pewnie nauczona doświadczeniem swej poprzedniczki, oskarżanej o nadużycia w fundacji jaką założyła - nie prowadzi żadnej działalności charytatywnej. Najbardziej spektakularnym działaniem w ciągu pierwszych dwóch lat urzędowania jej męża, były odwiedziny w szpitalu i złożenie wyrazów współczucia Czeczence, która uciekając ze swego kraju przed wojną, straciła trójkę dzieci, które zmarły z wycieńczenia na granicy Polsko - Ukraińskiej. Swoją drogą ciekawe jaki wpływ na decyzję o tej wizycie miała tocząca się wtedy kampania wyborcza? A może aktualna Pierwsza Dama prowadzi działalność charytatywną tylko tak dyskretnie? Jeśli tak to proszę o informację - chętnie o tym napiszemy, a swoją drogą to nie wstyd pomagać, nagłaśniać i dać tym przykład innym. Podobnie oskarżenia o nieuczciwe zarabianie na fundacji dotknęły podczas kampanii wyborczej lidera wtedy partii opozycyjnej, a dziś Premiera - Donalda Tuska. Co do Fundacji J. Kwaśniewskiej - zmieniły się rządy, minęło kilka lata, a oskarżenia okazały się pomówieniami - więc to też pewnie była kampania wyborcza. Szkoda tych fałszywych oskarżeń, bo to sygnał dla innych, że ich dobre czyny mogą być wykorzystane przeciwko nim.

Reklama



Najbiedniejsi potrzebują pomocy. I to nie pieniędzy, ale rozwiązań systemowych, pracy, edukacji, w tym także, a może przede wszystkim o odpowiedzialnym rodzicielstwie.

Chciałoby się zapytać o rolę kościoła katolickiego - bo przecież zdecydowana większość tych ludzi to właśnie katolicy. Jakoś dziwnym trafem wśród wyznawców innych religii takich problemów nie ma, lub są absolutnym marginesem. Dlaczego? Może dlatego, że kościół katolicki swoją postawą „wyciągniętej ręki” odstręcza biedotę, a nieugięcie bezmyślnym odrzucaniem antykoncepcji prowadzi do powiększania problemu? I nie jest tu tłumaczeniem, że istnieją fundacje przykościelne które „wspierają” biednych i że kościół akceptuje naturalne metody regulacji narodzin. Fundacje kościelne swą działalność ograniczają do pajdy chleba z zupą, lub noclegu, oraz rozdawnictwa starych ubrań z darów. Inna działalność jest sporadyczna. Naturalne metody antykoncepcji (fuj, jakie brzydkie słowo!) są niezwykle zawodne, a i tak żeby je stosować, to trzeba mieć pewien poziom intelektualny i umiejętność panowania nad żądzami. Trudno uczyć kalendarzyka ludzi, którzy ledwie czytają i rzadko kiedy trzeźwieją. Trudno też oczekiwać od tej biedoty, która nie jest patologią, by kupowali środki antykoncepcyjne, skoro brakuje im na chleb. Naturalne metody mogą stosować tylko te małżeństwa, których organizmy funkcjonują bardzo regularnie i są przewidywalne. Dla pozostałych są sztuczne zabezpieczenia, drogie i nie każdego stać na nie.

Najskuteczniejszym zabezpieczeniem jest sterylizacja. Podwiązanie jajowodów (u kobiety), lub nasieniowodów (u mężczyzny), to prosty zabieg i stosunkowo niedrogi, a poza tym odwracalny. Polskie prawo nie przewiduje przymusowej sterylizacji, a szkoda, bo „matki” które mordują swoje dzieci, pozostawiają je bez opieki, biją i okaleczają - tracą prawo do bycia matkami. Mamy prawo, które pozwala na odbierane dzieci złym matkom. Tylko co z tego - robią sobie następne. Rodziny, a zwłaszcza matki które krzywdzą dzieci, lub nie są w stanie zapewnić im należytej opieki, powinny mieć ograniczone możliwości płodzenia potomstwa, bo w konsekwencji krzywdzą bezbronne przecież dzieci.

Niektórzy zakrzykną, że to hitlerowskie metody regulacji urodzin. Nie. Motywy są inne i nadzór inny. Można to rozwiązać systemowo, gdzie będzie precyzyjnie określone kto, dlaczego i w jaki sposób będzie poddany sterylizacji. Decyzję powinien wydać sąd, z zachowaniem pełnej procedury odwoławczej.

Prostszym rozwiązaniem byłoby dać możliwość osobom chętnym na sterylizację, przeprowadzenie takiego zabiegu bezpłatnie. Potrzebna byłaby kampania informacyjna i grupa mądrych ludzi - streetworkerów, potrafiących przekonać patologię do rezygnacji z zarobku jakim jest becikowe. Z pewnością gdyby wypłacać „antybecikowe” - rodzaj odszkodowania za zabieg sterylizacji, popularność tak definitywnej antykoncepcji by wzrosła. Zbyt wiele rodzin patologicznych płodzi potomstwo dla becikowego. Antybecikowe, choćby było dość wysokie (2-3 - krotność becikowego) to i tak się opłaci - odpadnie wielokrotne becikowe, oraz koszty społeczne opieki nad niewydolnymi rodzinami. Wprowadzanie dalszej ochrony i nieprzemyślanej pomocy finansowej, prowadzi do płodzenia coraz większej liczby dzieci, które stanowią balast dla społeczeństwa. Okrutne? Tak się może wydawać, ale popatrzmy na cierpienia dzieci, policzmy aborcje i przeliczmy je na złotówki. Nie da się? No właśnie!

Praktyka funkcjonowania becikowego dowodzi słuszności powyższych tez. Pojawiło się zjawisko, obserwowane w szpitalach położniczych, „zainteresowania” dzieckiem do chwili zainkasowania becikowego i innych zasiłków. Później dziecko jest porzucane - dobrze jeśli w szpitalu, a nie na śmietniku. Dlatego zamiast szczątkowej pomocy finansowej, pilnie potrzebne są prawdziwe rozwiązania, które nauczą odpowiedzialności, dadzą pracę i właściwe wychowanie dziecku. Wtedy nie będzie potrzebna fałszywa pomoc, polskie społeczeństwo nie będzie wymierało, a polskie dzieci nie będą rodziły się na emigracji.

(pi)
Środa
03 czerwca 2009


 
 



Wszystkie artykuły w dziale:
On, Ona, Ono, Oni
On, Ona, Ono, Oni

 
 
Copyright © 2008-2017 RGB plus