Poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

» Bez polityki
» Inna historia
» Religia
» Biblia na co dzień
» Oni są inni
» Nasze zdrowie
» Wokół domu
» Domowe ZOO
» On, Ona, Ono, Oni
» Magazyn
» Trochę kultury
» Oblicza sportu
» Warto zobaczyć





    Polecamy:

» Żelazkowcy
» Magiczna krew
» F1 Historia zmagań
» Koniec Świata
» Bóg i Ty
» Dawcy organów
» Fakty i spekulacje
» Zapłać abonament
» Bezpieczny seks
» Wiara w pytaniach

 
Oblicza sportu
Oblicza sportu

«
Justyna Go Home?
Zakompleksieni kibice
Żelazkowcy
Kopniakiem w twarz?
Pół kopy kiksów
Piłkarze, czy piłkarzyki?
 

Porąbane sporty – porąbani sportowcy
Żelazkowcy

Dzisiejszy Świat goni za niezwykłościami. Szybko żyć, młodo umrzeć - to motto wielu młodych ludzi. Nie jest to nowa filozofia. Można by powiedzieć, że jest to wypaczony hedonizm - dogadzanie swojej przyjemności nie licząc się z konsekwencjami.

Przedstawimy kilka „rozrywek” zblazowanych poszukiwaczy adrenaliny. Robimy to nie po to, by reklamować bezmyślne narażanie życia, ale właśnie, by ostrzec przed konsekwencjami poszukiwania nadmiaru wrażeń. Niektóre z zachowań jakie opiszemy nabrało wartości praktycznych, lub stało się powszechną rozrywką, a inne aspirują do miana sportów Olimpijskich. Niektóre są absurdalne, inne skrajnie niebezpieczne. Dziś absurdalny kandydat do rodziny Olimpijskiej.

Lubicie prasować? Nie? To posłuchajcie!

Extreme ironing

Extreme ironing co można przetłumaczyć na ekstremalne prasowanie, a należy rozumieć, jako wykonywanie czynności prasowania w różnych, trudno dostępnych, lub niezwykłych miejscach. Osoby wykonujące tą czynność z angielska są nazywane „ironmenami” - spolszczeni na „żelazkowców”. Osobiście mam ogromny problem, jak zakwalifikować owych prasowaczy i to co robią. Oni sami aspirują do rodziny sportów ekstremalnych i chcą być nazywani sportowcami, a nawet złożono wniosek, by extreme ironing dopisać do rodziny sportów Olimpijskich i przeprowadzać zawody w trakcie Igrzysk - ciekawe tylko letnich, czy zimowych?


Początki
Latem 1997 roku Brytyjczyk, informatyk Phill Shaw, jak donoszą jego biografowie „po ciężkim dniu pracy, zapragnął relaksującej wspinaczki, ale zaplanowane miał prasowanie. Połączył więc przyjemne z pożytecznym i zabrał prasowanie na wspinaczkę”. Niestety biografowie nie donoszą jaki był efekt prasowania. Shaw natomiast zyskał przydomek „Steam” - Para. W dwa lata później Phill „Steam” Show ruszył w Świat, by propagować swój pomysł. Podróż też była ekstremalna - od Kanady do Australii i Nowej Zelandii. Była owocna i wkrótce powstało Extreme Ironing Bureau – Biuro Ekstremalnego Prasowania, które ustala zasady tego sportu. Zaczęły również powstawać oddziały krajowe np. w Niemczech, gdzie zorganizowano w 2002 roku pierwsze Mistrzostwa Świata. W Mistrzostwach rozegrano zawody w m.in. prasowaniu w zepsutym aucie (oraz na nim i wokół niego), w rwącej rzece, na czubku drzewa oraz na ściance do wspinania. W zawodach uczestniczyło 80 ironmenów. W roku 2006 było zarejestrowanych już około tysiąca zawodników, ich szeregi ciągle się powiększają i liczą już kilka tysięcy fanów. W roku 2004 pięciokrotny złoty medalista w wioślarstwie Sir Steve Redgrave zaproponował włączenie extreme ironing do rodziny sportów olimpijskich.


Sprzęt
Potrzebna jest deska do prasowania, ustalono wymóg, aby miała minimum 1 metr długości i szerokości 30 centymetrów w najszerszym miejscu, oraz żelazko. Zasilane było początkowo przedłużaczem, później z agregatu. Obecnie stosuje się specjalne płyty grzejne, lub baterie. Do zasilania żelazek próbowano też stosować, ale bez większego powodzenia energię geotermiczną. Ponadto w zależności od miejsca prasowania, potrzebny jest sprzęt do osiągnięcia tego miejsca np. akwalung, sprzęt wspinaczkowy, itd., oraz sprzęt do asekuracji zawodnika.


Osiągnięcia
Prasowano już pod wodą na głębokości kilkudziesięciu metrów (Blue-Hol w Egipcie - ok. 100 metrów), w górach, nawet najwyższych m.in. Kilimandżaro, Mount Evereście, a nawet na jednym z najtrudniejszych do zdobycia szczytów - Aconcagua. Zaliczono londyński maraton (26 mil) z pełnym ekwipunkiem ironmena - brak doniesień czy robiono przerwy na prasowanie. Bije się także rekordy w prasowaniu grupowym - 43 nurków (australijczycy) na głębokości 3 metrów przez 25 minut, natomiast 15 nowozelandczyków prasowało na głębokości 30 metrów, oraz w długości pojedynczego elementu garderoby - 20 metrów. Ponadto prasuje się na ruchliwych ulicach, w czasie jazdy rowerem, lotu paralotnią, skoku spadochronowego, wspinaczki, zejścia do jaskiń, żeglowania, spływu górską rzeką, na drzewie i wszędzie indziej, gdzie tylko fantazja podpowie.

Zasady
Brak bliższych danych. Ciekawe jak są wyceniane i oceniane poszczególne wyczyny. W moim przekonaniu jest to niemożliwe do sprawiedliwej, porównywalnej oceny, chyba, że za pomocą skomplikowanego algorytmu, bo jak porównać prasowany T-shirt w czasie skoku spadochronowego do jesionki w podwodnej jaskini? Czy bierze się pod uwagę jakość prasowania?


Tak jak z wieloma nowatorskimi pomysłami - doszło do rozwinięcia idei rozwijającej pomysł, ale także do ruchów rozłamowych. Powstały nowe sporty. Urban Houswork (Miejskie Prace Porządkowe) - propaguje wykonywanie innych niż prasowanie czynności domowych w skrajnych warunkach. Mop Jousting (pojedynki na mopy), z użyciem patelni jako tarczy - mający swe umocowanie w historii Anglii. Natomiast jako sport zespołowy funkcjonuje apocalypse dishwashing - ekstremalne brudzenie i zmywanie naczyń, w zespole trzy lub czteroosobowym, a sport polega na konsumowaniu podczas biegu (pierwszy zawodnik), myciu opróżnionego naczynia (drugi zawodnik), wycierania (trzeci) i tłuczenia naczynia (czwarty). Próbowano też wypromować extreme sandwiching - robienie kanapek.


Nietrudno domyśleć się, że ironmeni szybko znaleźli sponsora - producenta żelazek Rowenta, (Sandwichingistów próbował promować producent marmolady). Niemiecka Rowenta zorganizowała w Stanach Zjednoczonych w 2003 roku Rowenta Trophy, a w 2004 roku Rowenta Tour. Rozpropagowała sport, ale także wypromowała swą markę na bardzo trudnym rynku. Zawody odbywały się w wielu kultowych dla amerykanów miejscach, również pod ziemią w jaskiniach.


Wydawałoby się, że jest to sport mało ekstremalny. Bo co może się stać przy prasowaniu? Co najwyżej można się oparzyć! Tak, ale miejsca gdzie się prasuje i sposób dotarcia do nich generują zagrożenie, nieraz bardzo poważne. Można się też zastanawiać nad logiką owego „sportu” - przecież trudnością, a więc i prawdziwym sportem jest dotarcie na miejsce prasowania. A już wpraszanie się do rodziny Olimpijskiej to prawdziwa paranoja!


Polacy mają niezłe osiągnięcia - choć sami o tym nie wiedzą - i to w czasach, kiedy nikomu nie śniło się o rejestrowaniu takich osiągnięć. Jeszcze niedawno Matki Polki biły Światowe rekordy piorąc, gotując, prasując i opiekując się gromadą dzieci jednocześnie, w najtrudniejszych możliwych warunkach - warunkach kryzysu minionego systemu, niedostatkach, przemęczeniu i przepełnionych mieszkaniach.

Zdawać by się mogło, że extreme ironing to taka niewinna zabawa, a może nawet przyjemne z pożytecznym. Rzeczywiście w porównaniu z innymi sportami extremalnymi to niewinna zabawa. Potrzeby sprzętowe nie są wygórowane, a możliwości uprawiania niemal nieograniczone. Więc jeśli ktoś nie obawia się śmieszności...

(pi)
Piątek
31 grudnia 2010



Zdjęcia pochodzą ze strony Extreme Ironing Bureau
 
 



Wszystkie artykuły w dziale:
Oblicza sportu
Oblicza sportu

 
 
Copyright © 2008-2017 RGB plus